BLACK ALTAR "Death Fanaticism"
Masterful Magazine | Autor: Olo 8

Black Altar na debiucie grzmiał mocno, chwilami może nawet za mocno, bo w najintensywniejszych momentach czułem się jak na dnie silosu do którego wsypują czterdzieści ton kartofli, ale na drugim albumie takie historie już się nie zdarzają. Nie tylko dzięki lepszej produkcji, ale głównie dlatego, że Shadow zwolnił nieco wprowadzając więcej średnich temp - dzięki czemu muzyka stała się tak naprawdę nieco bardziej złożona, znalazło się w niej więcej miejsca na pokombinowanie, wystopniowanie dramaturgii i dołożenie większej ilości klawiszowo-chóralnych podkreślników atmosfery horroru. Wciąż jest to black metal atakujący gwałtownie i agresywnie, tak jak w otwierającym "Death fanaticism" kawałku, gdy Shadow zapowiada anihilację całej ludzkiej rasy - mało oryginalne, ale numer zachęcająco wali w pysk już na samym początku płyty. Potem coraz wyraźniej zaznacza się lepki cmentarny klimat, historie balansujące na krawędzi świata żywych i umarłych, muzyka albo obraca się w tradycyjnie monotonnych i rozwlekłych, szybkich gęstych biciach, albo przetacza się szerokimi, dostojnymi tempami ze wzniosłą wokalną inkantacją. Zaskakująco czytelne wokale, a także jeden numer w języku polskim, to dowód, że liderowi Black Altar zależy na dotarciu ze swoim przekazem do odbiorcy. Momentami zalatuje buńczucznym black'n'roll w stylu Carpathian Forest, a płytę dzielą dosyć standardowe, ale przyzwoite dark ambientalne interludia. W takim czysto klawiszowym klimacie utrzymany jest z resztą cały ostatni tytułowy numer tej płyty - kilkanaście minut (pierwotnie miał on podobno aż 33 min.) klasycznie 'mrocznego' pitolenia, które w całości wytrzymają tylko zagorzali wielbiciele tego typu dźwięków. Jeżeli jednak nosicie w sercu Diabła, nie chodzicie na dyskoteki i nie kierujecie się przy wyborze muzyki opiniami o zespole na forach internetowych, to ta płyta jest dla Was. Reszta niech spierdala po szkole na gofry.

Psychozine

No i doczekaliśmy się w końcu następcy debiutanckiego albumu BLACK ALTAR. Fakty ten zapewne ucieszy wszystkich fanów twórczości Shadowa, jak zarówno jego oponentów. Ale nie będę wnikał tutaj, kto kogo i za co kocha lub nienawidzi. Bez zbędnych słów przejdę od razu do samej płyty.
Na album składa się sześć bardzo dobrych black metalowych hymnów oraz dwa numery instrumentalne, które prawdopodobnie mają za zadanie współtworzyć klimat. Numery stricte black metalowe są tutaj naprawdę na wysokim poziomie. Aż nie chce sie wierzyć, jaką metamorfozę przechodzi ten zespół konsekwentnie z materiału na materiał. "Death Fanaticism" to bardzo dojrzała produkcja, wierna korzeniom tego gatunku a przy tym posiadająca w sobie pierwiastki nowego spojrzenia na ten gatunek. Miłą niespodzianką jest tutaj utwór "Widmo Śmierci"' który może być doskonałym przykładem na to, ze black metal w języku polskim ma sens, o ile robi się to z głową. Jest to moim zdaniem jeden z lepszych numerów na tej płycie. Ponadto tak informacyjnie dodam, że w dwóch numerach na wokalu gościnnie wystąpił Necrosodom. No i na całe szczęście, nie mamy tutaj żadnego videoclipu, bo po tym z debiutanckiej płyty, do dzisiaj się jeszcze nie pozbierałem......
O ile mnie pamięć nie myli "Death Fanaticism" miał być wydany dużo wcześniej i planowany był jako miniCD. Zamiast tego dostajemy pełnowymiarowy album, na który przyszło nam czekać ponad cztery lata. Warto było czekać, bowiem album rozpierdala w drobny mak!! Muzycznie zespół prezentuje się znakomicie...

Atmospheric Mag | Autor: Kasia

Dawno temu, w zamierzchłych czasach kasety ,,Na Uroczysku..." (1997) połowa podziemia śmiała się z Shadowa. A to że strzela sobie w łeb na flyerze, a to że biografia BLACK ALTAR była buńczuczna i zmyślna, a to że muzyka kiepska, jak na aspiracje głównego i zarazem jedynego twórcy... Dziś już nie tak łatwo zmieszać ten projekt i jego lidera z błotem. Co więcej, Shadow jest uparty i w roku 2008 wydał, nakładem własnej wytwórni Odium, oczekiwany i od dawna zapowiadany, kolejny materiał zatytułowany ,,Death Fanaticism", który wcale taki najgorszy nie jest, a co najmniej dobry. Co prawda nagrań dokonano dwa lata wcześniej, ale.. jak ten czas szybko leci! Muzyka to wciąż klasyczny, piekielny, ale też coraz lepszy black metal. Przy czym konstrukcja części riffów na tej płycie jest thrashowa, co w połączeniu z jednostajnie szybkimi zagrywkami perkusji chwilami daje solidny, marszowy efekt. Nie znaczy to jednak, że tak jest w całej rozciągłości albumu. Pod względem gitar, jak i brzmienia całości krążek jest zdecydowanie blackowy. Utwory są dość spójne, przy wewnętrznej zmienności tempa i klimatu. BLACK ALTAR balansuje miedzy mocnymi, nienawistnymi motywami, a umiarkowanymi tempami oraz chyba przeważającymi melodyjnymi zwolnieniami, w których znaczącą rolę odgrywają instrumenty klawiszowe i gitary nie tylko przybrudzone, także czyste. Nierzadko muzyka zbliża się również do epickiego battle metalu, a początek ,,King Ov Razors" jest trochę heavy. Zresztą ,,Death Fanaticism", podobnie jak w przypadku poprzedników, otacza pogańska aura... W sumie BLACK ALTAR tworzy takie waleczne w swoim charakterze, barbarzyńskie, bluźniercze w wymowie hymny black metalowe. Skrzek jest wbudowany w strukturę dźwiękową, do której zresztą pasuje. A polski tekst w ,,Widmo Śmierci" naprawdę roztacza widok agonii! Na albumie nie ma żadnej wirtuozerii, po prostu kompozycje są odegrane rzetelnie, z wystarczającym rzemiosłem. A na koniec zamarzyło się Shadowowi być artystą ambientowym... Zamykający płytę fragment tytułowy to jakieś makabryczne dudnienia i inne dźwięki. Rzecz przydługa i zbędna... Choć na ,,Death Fanaticism" są jeszcze inne przerywniki w takim stylu, np. ,,Gate To Immortality" z symfonicznymi klawiszami, czystą gitarą i podniosłymi żeńskimi chórami. Całość wyprodukował Szymon Czech, więc uznana persona. W sesji udział wzięło kilku zaproszonych instrumentalistów i jeden wokalista:-). Nowy, w sumie drugi pełny album BLACK ALTAR zapewne będzie mieć zarówno swoich zwolenników, jak i przeciwników, malkontentów nieustannie niezadowolonych.

Chaos Vault

Upłynęło już sporo wody w Styksie, odkąd Shadow uraczył nas debiutanckim albumem swojego Black Altar. No ale mamy już następcę „Black Altar” i jak to zwykle bywa, fani się ucieszą, oponenci oplują, no a ja – prosty recenzent, zrobię swoje.
Druga płyta kapeli nazwana jest „Death Fanaticism” i jest przykładem tego, jak konsekwentnie kroczyć wybraną przez siebie drogą. Na krążku zaserwowano nam bowiem dziewięć utworów, w czystej black metalowej stylistyce. Zdziwieni? Jeśli tak, to zmieńcie proszę stronę na jakiegoś pudelka, pomponika czy inny metal.pl hehe. Tak, wszak sam głównodowodzący Black Altar nazywa swą muzykę jako Holocaust Horror Black Metal. Choć jak dla mnie to trochę na wyrost, bo nie wiem, po co ten cały „Holocaust Horror” dodano, no ale jak Shadow chce, to niech ma. Zwłaszcza, że dźwięki wydobywające się z moich głośników po odpaleniu „Death Fanaticism” to niezłego sortu czarny metal, ale nic ponadto, co wymagałoby dodania tych dwóch słów. Kompozycje są rozbudowane (oczywiście bez przesady, nie spodziewajcie się żadnych progresywnych fajerwerków), ze zróżnicowanymi szybkościami. I moim zdaniem, Czarny Ołtarz najlepiej wypada w wolniejszych i średnich partiach (vide „Decomposition ov Life”, a zwłaszcza solóweczka w tym kawałku), bo w tych szybkich wypada dla mnie trochę bladziej – ot, blackowa naparzanka. Ale jak już wspomniałem wolniejsze momenty rekompensują mi to w zupełności. Fajnie wypadają nam też parapetowe partie, nadające bardziej wzniosłego klimatu. Plusem na pewno też będzie brzmienie, brudnawe i zimne, nadające „Death Fanaticism” charakteru i pazura, jak w polskojęzycznym „Widmo Śmierci”. Nieporozumieniem dla mnie zaś jest zamykające album outro, w którym słychać jakieś szumy, odgłosy z otchłani czy co to tam jest. I fajnie, ale owe outro trwa i trwa i trwa i nie chce się skończyć, sztucznie przedłużając czas płyty. I strasznie mnie to denerwuje, zwłaszcza, że muszę sam pofatygować się do sprzętu i przerzucić z powrotem na pierwszy kawałek. A ja leniwy człowiek jestem.
Mimo, że jakoś tak oschle mi to zakończenie wyszło, to już spieszę naprostować. Bo w rzeczywistości drugi album Black Altar to płyta dobra, solidna i mogę ją spokojnie polecić maniakom czerni. Oby tylko na następcę „Death Fanaticism” nie trzeba było czekać kolejne cztery lata.

Music Metal Portal | Autor: Molestator

„Death Fanaticism” to drugie już wydawnictwo rodzimej formacji Black Altar, której głównodowodzącym, założycielem oraz wydawcą jest niejaki Shadow. Zarówno nazwa zespołu jak i płyt sugeruje odbiorcy z jakim gatunkiem muzyki będzie miał do czynienia.
Na „Death Fanaticism” pojawiło się dziewięć kompozycji składających się na ponad piędziesięcio minutową, black metalową ucztę. A zatem do rzeczy. Okładka płyty prezentuje się, moim zdaniem, znacznie lepiej niż ta z debiutu, choć pamiętam wywiad z Shadowem, gdzie zapytany o layout albumu „Black Altar„, powiedział, że celowo został on tak uproszczony. Nowy krążek rozpoczyna się kawałkiem „The Antihuman Manifesto” z niepokojącym intrem, w którym przebija się (a jakże) sam Satan. Od pierwszych sekund trwania płyty słyszymy, że brzmienie zostało znakomicie dopracowane. Taki „sound” świetnie sprawdza się w blacku. Nie jest przesadnie odpicowany, należycie wyprodukowano każdy instrument – klasa.
Co natomiast o samych utworach? Proporcje pomiędzy atmosferą a agresją zostały bardzo dobrze wyważone. Utwory trwają średnio pięć minut, tak więc nie było łatwo utrzymać ciągłego zainteresowanie odbiorcy, jednak Shadowowi się to udało. Posępny klimat zapewniają partie klawiszy, które przewijają się zarówno na tle riffów oraz są odpowiedzialne za intra do utworów. Z pewnością nie brakuje także przyzwoitego prażenia, jednak i tutaj struktury partii gitarowych są przemyślane – odpowiednia dawka melodii plus brutalność dają dobry efekt. Mniej więcej w połowie płyty mamy szansę na lekkie rozluŸnienie za sprawą swoistego interludium „Gate to Immortality”. Cały krążek oscyluje w pewnych ramach standardowych, blackowych ramach, jeżeli wiecie co mam na myśli. Muzyka tu zawarta jest typowa dla gatunku i ktoś kto szuka jakiś innowacji, nie znajdzie ich tutaj. Nie czynię z tego zarzutu, bo kompozycje po prostu same się bronią – w stosunku do black metalu mam pewne wymagania i „Death Fanaticism” je spełnia. Jest szybko, wściekle, ale też ciekawie i klimatycznie. Nie brakuje blastów i średnich temp okraszonych pomysłowymi riffami. Całość jest bardzo świeża, dynamiczna oraz „nowoczesna”. Shadow nie trzymał się konwencji charczącego wokalu i szumiących gitar w tle prosto z szatańskiego lasu. Wokal dobrze uzupełnia muzykę i świetnie do niej pasuje.
Ciekawym akcentem jest kawałek w języku polskim zatytułowany „Widmo śmierci” z niezłym tekstem, co samo w sobie jest wyczynem. Płyta kończy się utworem „Death Fanaticism” będącym właściwie ponad 13–sto minutowym outrem. Niestety ten zabieg to jakieś nieporozumienie– nudne to i bez sensu. Z powodzeniem można byłoby skrócić go do 2 minut i byłoby ok. Nie rozumiem w tym miejscu intencji Shadowa.Podsumowując –„Death Fanaticism” to z pewnością udany album, kompozycje nie zostały zarejestrowane na „odpierdol się”, zaś utwory nie są monotonne. Minusem jest owo koszmarne „outro”, które jest zwyczajnie za długie. Nowy Black Altar nie zawiódł, ale też nie zaskoczył.

Nocturnal Battle of Chariots Magasine | Autor: Astus

No i powraca BLACK ALTAR. Długo nie miałem żadnych wieści z obozu Shadow'a, dobrze jednak, że nie poddaje się on w walce z upartym wrogiem, i nadal nagrywa pod sztandarem Antychrysta kolejne materiały. „Death Fanaticism” to już drugi pełny album BLACK ALTAR i przyznaję, że muzycznie nieco mnie on zaskoczył. Najprościej mówiąc, spodziewałem się bardziej prymitywnego, chaotycznego i brutalnego grania. Nic bardziej mylnego, bo okazało się, że Shadow poszedł w nieco inną stronę ze swoją muzyką. Zresztą otwierający CD, „The Antihuman Manifesto” doskonale to zobrazowuje. świetny numer, szybki, ale z kilkoma chwytliwymi fragmentami, przy których sami będziecie drzeć ryja „death to mankind, annihilation!!!”. „Death Fanaticism” jest jednak mocno zróżnicowaną płytą. Nie chodzi w niej jedynie o wykazanie się, kto gra szybciej, bo niespodziewanie wiele utworów jest zagranych w spokojniejszych, wolniejszych tempach. Melodia wkrada się niemal w każdy z nich czasem bardzo odważnie (jak w „Decomposition of Life”), a do tego nieoczekiwanie BLACK ALTAR wrzucił sporo klawiszowych podkładów, dzięki czemu muzyka nabrała symfonicznego charakteru. Nie sposób zauważyć tego, jak duży krok poczynił Shadow w swoich kompozytorskich umiejętnościach. Utwory są bardziej złożone i rozbudowane od tych starszych, kryją w sobie wiele smaczków, o tych najważniejszych już zresztą wspomniałem – klawiszowe tła, solówki, melodyjne fragmenty, budowanie napięcia, lżejsze partie na całe szczęście przeplatające się z wieloma szybkimi, wściekłymi fragmentami, dzięki czemu nie brakuje „Death Fanaticism” jadu i mocy. Najmniej chyba w tym wszystkim podoba mi się brzmienie – tzn. powiem tak, jest profesjonalne, czytelne i ogólnie realizacja na wysokim poziomie. Mam jednak wrażenie, że brakuje tu nieco brudu i bardziej podziemnego feelingu, który uwydatniłby ten odór śmierci dużo lepiej. Jest jednak jak jest, a i tak jest bardzo, bardzo dobrze. Zdecydowanie najlepszy materiał Shadow'a, do tego świetnie wydany. Mus mieć.